Szanghaj jest pełen
kontrastów, które białego laowai wprawiają w zdziwienie i konsternację.
Dlaczego wokół
Chińskich kobiet unosie się unosi się zapach perfum, a na ulicach którymi się
przechadzają czuć ścieki? Dlaczego uliczny kucharz z grillem sprzedaje smacznie
przyrządzone mięso za 10 razy mniej niż francuska restauracja naprzeciwko?
Dlaczego do prawie każdego wynajmowanego domu przychodzi ayi [gosposia] która
za żadne pieniądze sprząta, podczas gdy na ulicach walają się śmieci, a
pod ścianami leży gruz? Czemu wreszcie Chińska Republika Ludowa pragnie
regulować i kontrolować każdy centymetr życia swoich obywateli, a nie potrafi
zapanować nad ruchem ulicznym, który jest niczym więcej jak zmotoryzowanym
chaosem?
Den Xiaoping,
drugi po Mao Zedongu lider z panteonu Chińskich komunistów, powiedział, że
prioritetem dla rządu jest to, aby każdy Chińczyk miał zapewnioną miskę ryżu.
Tyle tylko, że w wyniku reform miska jednych jest gliniana i popękana, a miska innnych
złota i tak wielka, że wyżywiłaby całą prowincję.
Mnóstwo pytań
krąży mi po głowie kiedy chodzę wzdłuż ekskluzywnej West Nanjing Road i przyglądam
się życiu okolicznych dzielnic. Między 30-piętrowymi wieżowcami uchowały się
jeszcze gdzieniegdzie dawne chińskie domy, które stopniowo kruszą się i zwalniają
miejsce pod nową, wielkomiejską zabudowę – tak jak dawna chińska kultura oddała
pole pod dyktaturę komunistycznego materializmu.
Czekam na więcej obserwacji o chińskim kapitalizmie! Na pewno jest co obserwować.
OdpowiedzUsuńDobrze piszesz, czekam na relację z poszukiwania mieszkania :)
OdpowiedzUsuń